poniedziałek, 8 czerwca 2015

RETROSPEKTION z historii najmłodszych Hexenoriss'ów

 
  Trochę tylko, ale jednak.




Norman spał w najlepsze, rozciągnięty na swoim wygodnym, dużym i bogato zdobionym łóżku, jak to przystało na najwyższą szlachtę. Jego rude włosy powiewały na leciutkim wietrze wpadającym przez otwarte okno do pokoju. Słońce wzeszło już dawno, ale śpiącego księcia nie należało budzić, jeżeli nie było ku temu poważnych powodów. Więc spał.
Wtem do komnaty weszła nie zbyt cicho siedmioletnia dziewczynka. Była uśmiechnięta, ubrana w misternie zdobioną sukienkę w jasnofioletowym kolorze. Była to jedna z niewielu osób, którym wolno było tak bezkarnie przerywać przyszłemu władcy sen.
- Braciszku, wstawaj! - zawołała radosnym głosem - Tata pozwolił nam iść samemu nad rzekę! Bez Hirariego! Powiedział, że jeżeli skończyłeś przedwczoraj jedenaście lat, to możesz sam mnie doglądać!
Norman leniwie otworzył oczy i mruknął przewracając się na plecy:
- Eh, musimy teraz? Dajże jeszcze godzinkę...
- Nie! Chcę teraz! Wstawaj, już dawno po śniadaniu.
  Po dłuższym czasie oboje byli już gotowi. Chłopiec niechętnie zszedł na dół po schodach, goniąc uradowaną siostrę. Drogę zagrodził mu ojciec - potężnie zbudowany mężczyzna o niezbyt przyjaznym wyglądzie, a przynajmniej nie w chwili, gdy spoglądał na syna.
- Tylko spokój mi tam ma być, tak? - burknął.
- Tak jest, ojcze.
- Żadnych awantur, bójek, gadania z drzewami, kamieniami, powietrzem i najlepiej w ogóle nie zbliżaj się do ludzi!
- Wcale nie...
- Nic nie rób!
Chłopiec chciał się kłócić, lecz przerwał w pół słowa i westchnął tylko.
- Tak jest, ojcze.
  Chwilę później szli nad rzekę, oddaloną od miasteczka ścieżką za zamkiem.
- Nie będzie mi zabraniał gadać z ludźmi, przygłup jeden!
- Znów zabronił ci się do mnie odzywać? - powiedział chłopiec siedzący na murku kawałek dalej.
- Tak!
- To rzeczywiście nie powinieneś go słuchać. - zamrugał olbrzymimi na pół twarzy oczyma, wstał i podszedł bliżej. - Otacza cię banda głupców i nieudaczników. Nie powinieneś zwracać na nich uwagi.
- Tak, wiem. Masz rację. Będę z tobą gadał tak dużo, tak często i w takich miejscach, jak mi się będzie żywnie podobało!
- Norman, czy to znowu on? - zapytała go siostra.
- Hę? A, tak.
Dziewczynka rozejrzała się w przestrzeni wyraźnie nie widząc tam nikogo.
- Ej, patrzcie! - rozległ się chłopięcy głos zza pagórka - To ten nawiedzony Hexenoriss!
Z zarośli porastających wysoki pagórek, oddzielający tę część okolicy zamku od pól uprawnych przyległych do miasta, wyszedł niechlujnie ubrany chłopiec, a tuż za nim jego dwóch kolegów. Byli znacznie solidniej zbudowani od Normana, możliwe, że nieco starsi, ale poza tym pierwszym, niżsi od niego. Nogi i ręce mieli pokryte zadrapaniami, ich twarze były brudne, a włosy skołtunione. Klasyczne wiejskie dzieci z rolniczych rodzin.
Norman zacisnął zęby i pięści, stanął nieco bliżej siostry, jakby miał ją ochraniać. Znał już tę grupkę. Często dokuczali im, gdy wychodzili się bawić. Przeważnie jednak przepędzała ich służba, były to w końcu tereny zamku, gdy jednak wymykali się sami, dzieci nie czuły potrzeby uciekania lub krycia się za pagórkami.
- Już masz cykora, Hexenoriss? - chłopcy podeszli bliżej - Może niech twoi zmyśleni koledzy cię uratują?
- Milcz, błaźnie. Może ty masz zmyślonych kolegów, ale ja nie.
- Ach, więc ty nie masz nawet zmyślonych kolegów?
- Ja nikogo nie zmyślam!
- Nie, nie, wcale! A może to duchy?
- On nie jest duchem.
- Skąd wiesz? Powiedział ci? - chłopiec zaśmiał się, a za nim reszta - A może ty naprawdę widzisz duchy? Takie dziwadła się spala na stosie, a nie sadza na tronie!
- Milcz! Ty jesteś tylko nędznym wieśniakiem! Jestem prawowitym dziedzicem tronu i żaden gamoń z zasranej farmy nie będzie mnie nazywał dziwadłem!
- Ależ taka jest prawda. - przerwał mu - Jak się widzi duchy, to jest się albo opętanym, albo jest się zwyczajnym dziwadłem.
Jego arogancki ton tak zdenerwował Normana, że już zamierzał brać zamach, by go uderzyć, gdy siostra powstrzymała go, łapiąc jego ramię.
- Nie, Norman! - powiedziała - Proszę, nie!
Spojrzał na nią. Jej oczy były pełne łez. Zabolał go ten widok. Jego złość już zaczęła powracać ze wzmożoną siłą, przez to, że chłopiec doprowadził do płaczu jego siostrę, gdy ten znów się odezwał.
- No no, dobrze, że masz opiekunkę. Takich świrów nie można puszczać luzem, choć myślę, że taka cherlawa lalunia nic na to nie zaradzi.
- Jak śmiesz! - wrzasnął, a słowa z gniewu ugrzęzły mu w gardle.
Skorzystał z tego wiejski chłopiec, który dorzucił szybko:
- Kto wie, czy jak on jest takim dziwadłem, to czy ta jego siostrunia też nie jest! Ta sama beznadziejna krew i to w tym samym pokoleniu! Spójrzcie tylko, jak pokracznie wygląda!
I w tym momencie gniew Normana odebrał mu właściwie rozum. Nikt nie ma prawa obrażać jego siostry, a już na pewno nie w tak podły sposób!
W mgnieniu oka wyciągnął spod szaty sztylet i z zamachu wbił go w korpus chłopaka.
Riveris z piskiem i krzykiem odskoczyła w bok, chłopcy w oszołomieniu i zdziwieniu zrobili to samo, krzycząc równie głośno, a Norman szybkim ruchem wyjął sztylet z ciała ofiary i ponowił cios, powalając rannego chłopca na ziemię, gdzie dalej z szaleńczą zaciekłością uderzał sztyletem raz po raz. Kałuża krwi powiększała się, krzyki - zarówno przerażonych dzieci, jak i wściekłego Normana - nie słabły, a ostrze błyskawicznie miotało się raz to do góry, raz to w dół, by ponownie zatopić się w ciele.
W końcu rudowłosy szlachcic powstrzymał sztylet, zanim ten ponownie się wbił. Dyszał ciężko. Krzyki ustały, ustępując miejsca ciszy trwającej, gdy wszyscy stali i przyglądali się tej scenie w oszołomieniu i przerażeniu. Chłopiec uśmiechnął się. Jego twarz cała pochlapana była krwią, wciąż ciepłą krwią. Szkarłatna kropla kapnęła z kosmyka jego włosów. Zaśmiał się. Zaśmiał się znów. Wybuchł wręcz szaleńczym śmiechem.
  A gdy opanował się powiedział:
- Żaden wieśniak nigdy nie będzie mógł obrażać mojej siostry. Ani mnie.
  Z oddali naszły ich głośne kroki. Ktoś biegł. Dużo ludzi. To służba. Usłyszeli wrzaski.
  Wiejskie dzieci płacząc i potykając się, rzuciły się do ucieczki, tam, skąd przyszły.
Gdy ludzie wybiegli zza zakrętu, stanęli jak wryci. Pierwszy był Hirari. Wyciągniętą ręką zatrzymał trzech pozostałych przybyłych.
Przed oczami miał młodego panicza Normana, całego we krwi, chylącego się na kolanach nad ciałem dziecka, ze sztyletem w ręku, uśmiechniętego dziwnym wyrazem radości. Oczy jego skrywały zakrwawione, rude włosy. Cała mokra od łez i rozdygotana panienka Riveris stała i patrzyła na niego, jakby bezgłośnie wołając o pomoc. Ich sługa patrzył w oszołomieniu, ale ze zwykłym sobie spokojem.
  Rozległ się głos ich ojca. Był wyraźnie wściekły. Szedł do nich.
- Zajmijcie się nim, spróbujcie uspokoić. - Hirari cicho  i błyskawicznie wydał polecenie innemu słudze, po czym szybkim krokiem ruszył do Riveris.
Ominął krew i objął przerażoną dziewczynkę.
- Spokojnie. Zaprowadzę panienkę do zamku. - powiedział głosem, w którym jak zwykle słychać było pełne opanowanie.
Podtrzymując ją, praktycznie przenosząc, skierował się szybko do pałacu. Mijając sługów powiedział jeszcze stanowczym tonem Pilnujcie ich. Ma nie być więcej rannych. 
Król wyszedł zza zakrętu dokładnie w tym samym momencie. Również stanął w oszołomieniu, jednak już po niecałej sekundzie rozległ się jego krzyk, a także głośnie odgłosy szamotaniny między nim a sługami, oraz ich niezdarne słowa uspokajania. Hirari zaklął w duchu, że nie mógł sam zająć się tą sytuacją. Wiedział, że tylko on mógł coś tam zdziałać, i udałoby mu się, jednak widząc zaledwie siedmioletnią wówczas, półprzytomną z szoku panienkę Riveris, złapał ją mocniej i przyspieszył kroku.
  Niech sobie jakoś poradzi. - pomyślał - Ma już jedenaście lat i kiedyś będzie władcą. Dreszcz przeszył go na te ostatnie słowa. Odetchnął niezbyt głęboko, aby się opanować, po czym ponownie uspokoił dziewczynkę, którą później zaniósł na rękach do jej komnaty.
~ * * * ~
  Król wściekły chodził w tę i z powrotem po drogim dywanie z lamiej wełny. Jego twarz była czerwona z gniewu, a kilka żył pulsowało na skroni. Milczał i od czasu do czasu wybuchał:
- Jak ty w ogóle mogłeś?! Co ty żeś sobie w ogóle wyobrażał?! Czyś ty postradał zmysły?!
Norman, w zmienionej jedynie wierzchniej szacie, stał z lekko zwieszoną głową. Łzy wymyły wyraźne smugi we krwi pokrywającej jego twarz. Było jednak widać w jego postawie pewną dumę. Mieszała się ze strachem, może urazą, ale wyraźnie wybijała się pomimo jego zwieszonej głowy. Słuchał już w milczeniu. Przed chwilą dość mu się dostało od ojca, by miał się znów odzywać.
Hirari stał przy framudze drzwi. Udało mu się względnie uspokoić panienkę, a gdy przestała się trząść i płakać, poprosiła, by zostawić ją samą. Nie mógł aż tak dyskutować z panienką. Była już dość opanowana.
  W korytarzu rozległ się głośniejszy szloch Pani Fims, starszej pokojówki. Była bardzo wstrząśnięta tym, co się stało. Hirari pomyślał, że właściwie, to często zastępowała ich dwójce matkę. Jak dobrze, że jej tu nie ma. Jakże ona by się tym martwiła! Uderzyły go jego myśli. Często dostrzegał podobne pozytywy w tym, że matka Normana i Riveris umarła przy porodzie ich młodszego brata. Bolało go to jednak, bo bardzo tęsknił za swoją panią. Na dodatek to dziecko, to, które zabiło Lucy, nie przeżyło... Ale dzięki temu nie dożyła chwili, gdy wybryki Normana zaczynały już tak silnie niepokoić. 
Kilku służących o nieco silniejszych nerwach siedziało i w napięciu obserwowało wybuchy Króla. Wciąż byli wyczerpani po wcześniejszych interwencjach. Tak, jedynie we czwórkę mogli być pewni, że uda im się opanować jego siłę... Hirari raczej mówił, niż walczył.
Kolejny wybuch władcy, który już miał skończyć się ponownym użyciem pięści, przerwał medyk, Sadness. Był chudym i niezwykle długim człowiekiem o psychopatycznym spojrzeniu i niemal nieprzerwanie uśmiechniętej w przedziwnym uśmiechu twarzy. Mówiąc dziwnie gestykulował i zginał się wpół, co jeszcze bardziej podkreślało opętańcze wrażenie, jakie wzbudzał. Teraz również zdawał się bynajmniej nie smucić, nie bać, ani w ogóle nie stresować zaistniałą sytuacją. Zaśmiał się dziwnie, przechylił w lewo, przybrał postawę, jak błagające o coś dziecko, po czym powiedział beztroskim tonem:
- Jaśnie Panie, może pozwoli Pan, że przerwę?
- No co jest?! - warknął Król - Jak tam z nim?!
Sadness zdawał się ani trochę nie zauważyć, by król się gniewał.
- A no jakoś się może wyliże, wyliże!
Norman uniósł głowę i spojrzał na nich w zdumieniu.
- Jak się Sadness nim zajmie - kontynuował medyk - to się może i chłopiec wyliże z tego! Jam się postara, Jaśnie Panie! - zawołał radośnie.
- Dobrze. - burknął władca i starł pot z czoła - A ty nie myśl, przebrzydły smarkaczu, że ci to coś pomoże! O rany, tego nam brakowało, by się coś takiego po mieście rozeszło! - po czym zwrócił się do kilku stojących obok niego podwładnych - Trzeba zatuszować całą sprawę! Natychmiast! Dorwać tych smarkaczy i razem z rodzinami... - dalszej części zdania Norman nie usłyszał, bo ojciec razem z resztą wyszedł z komnaty.
Chłopiec spojrzał na Hirariego, stojącego przy drzwiach i również spoglądającego na niego, rzucił krótkie spojrzenie na każdego z sługów obecnych w sali, po czym odezwał się zamykając oczy i z godnością unosząc głowę.
- Czy mogę udać się do swojej komnaty?
- Nie wiem, co na to Twój ojciec, ale myślę, że to najlepsze wyjście. - odparł Hirari.
Norman otworzył oczy i podszedł do niego.
- No no, Paniczu Normanie! Tak niewiele brakowało, a pouszkadzałby Pan ważniejsze narządy! - odezwał się radośnie Sadness, który pojawił się tak nagle, jak chwilę wcześniej gdzieś zniknął, po czym zaśmiał, jakby mówił zupełnie o czymś innym.
- Cicho bądź, Sadness, i dajże przejść. - mruknął do niego Hirari.
- Ojoj, ojoj! Toż ja przecież nic nie robię! - i znów się zaśmiał, schodząc z drogi i udając się do swojej komnaty, w której leżał operowany przez niego wcześniej chłopiec, którego krew wciąż miał na ubraniu i dłoniach.
~ * * * ~
  Hirari wyszedł zająwszy się wcześniej paniczem Normanem. Był opanowany i właściwie jedynym, czym wspomniał o wcześniejszej sytuacji było krótkie: Co panicz najlepszego zrobił? To się niesamowicie niekorzystnie odbija na reputacji Rodu. Wie panicz, jak to okropnie przeraziło Panienkę Riveris i wszystkich na zamku?, które Norman uciął jednym słowem.
  Właściwe kazania od wszystkich, włącznie z głównym sługą, otrzymał dnia następnego i kolejnych.
  Wtedy natomiast położył się w czystych szatach na łóżku i spojrzał w sufit, pokryty ozdobnym freskiem. Zachodzące słońce oświetlało go złotym, ciemniejącym blaskiem.
- Żeby nie poradzić sobie z jednym, głupim wieśniakiem! - usłyszał głos chłopca o wielkich oczach.
- Przestań! Ja nie wiem, jak to w ogóle możliwe!
- A jednak żyje...
- ...Więc jeszcze to naprawię, gdy jeszcze raz źle się zachowa! Moce Nieba zachowały go przy życiu dając mu jeszcze jedną szansę. Ja więc dostosuję się i także mu ją dam.
- Mądrze myślisz, Normanie. - pochwalił go chłopiec - Niechaj ten plugawiec nie zmarnuje szansy, jaką Niebo mu dało, a jeżeli niczego się nie nauczył, to Ty będziesz musiał zadbać o to, by został godziwie ukarany! Zabij go, Normanie, zabij! Nie miej dla niego litości!
- Jeśli jeszcze raz źle potraktuje kogoś, z mego rodu - czy to urazi żyjącego, czy obrazi pamięć zmarłych - nie będę miał dla niego litości. Jego krew znów spłynie po mych palcach.





11 komentarzy:

  1. ^^ Łi! Łi! Łiiiiiiiiiiiiii!!!

    Dziękuję! X3


    < opanowanie >


    Dzięki, dzięki, droga Enateo. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pierdziule! kurde ledwo pisze po klawiaturze chyba najdogłębniej sb wyobrazilam te wsystkie nawet najmniejsze sceny z k**ią! XD X,D X,| D,X

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale zrobiłam ostrzeżenie specjalnie dla Ciebie.

      Usuń
    2. Ey i patrz - tytaj jest zamiast mojego konta gmail pomarańczowy Blogger i OlciaOlcia =| =(

      Usuń
    3. Yhym. Zrób mi i wyślij zrzut ekranu jak wstawiasz.

      Usuń
  3. pfff.. u mnie juz nie wiem jak zrobic zrzut ekranu w tym windfowsie..

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Pisz co tylko zechcesz, nawet jak sądzisz, że mało ważne! Nie krępuj się! :D

Tylko proszę, nie spamuj - na co to komu, jak i tak usunę?
(to TAKŻE DO CIEBIE, VIOLU!!!)

ANONIMY ISTNIEJĄ!!! I NIKT NIE MUSI WIEDZIEĆ, KTOŚ TY!!! PISZTA! (zachęcam, by się wtedy podpisać jakim pseudonimem)

REGUŁY I KOMENTARZE USUWANE

Z ARCHIWUM X: